W poszukiwaniu Złotego Pociągu (Trasa Opole-Skalne Miasto-Książ)

Koniec sezonu? Nic z tych rzeczy! W myśl zasady „nie ma nieodpowiedniej pogody, jest nieodpowiednie ubranie” wybraliśmy się ekipą w całodniową trasę. Cele wycieczki były dwa – Skalne Miasto w Teplicach oraz zamek Książ.

Na myśl o Teplickim Skalnym Mieście dotąd przechodziły mnie tylko dreszcze a w głowie miałem obraz tych cholernych objazdów. Nie przeszkodziło mi to jednak w podjęciu kolejnej próby zdobycia skał. Tym razem  jednak bez Pat a z całą zgrają przyjaciół. Innymi słowy – jednego plecaczka zastąpiło 4 innych. Podróż z znajomymi miała jeden zasadniczy plus, prócz samej ich obecności i atmosfery podróżowali… puszką. Spokojnie można więc było ubrać się w kombinezon i ciuchy wraz z kaskiem zostawić w furze na parkingu.

Informacje organizacyjne – podróż z Opola do Skalnego Miasta trwa około 3 godzin z hakiem. W samych Czechach, już za Broumov (w końcu) pojawiły się oznaczenia objazdu, można więc spokojnie zdać się na znaki. Z Teplic do Książa – dojazd trwa około 45 minut. Uwaga w Wałbrzychu – drogowcy rozkopali jedną z głównych dróg, więc trzeba nadłożyć kilka dodatkowych kilometrów.

Koszty:

Skalne Miasto: parking dla motóra 30 koron, wjazd dla dorosłego 70 koron

Książ: Wycieczka z przewodnikiem 35 złociszy, parking 5 złotych

 

Jesienne podróże mają to do siebie, że zwykle pizga i pogoda raczej przeszkadza niż pomaga. Tym razem było jednak inaczej. Ni to zimno, ni to ciepło – idealnie na wędrówkę przez skałki. Pomógł też fakt, że dotarliśmy stosunkowo wcześnie bo kilka minut po godzinie 10. Mimo to wchodząc na punkt widokowy już staliśmy w kolejce jednak patrząc na to co się tam działo jak wracaliśmy, nie będę narzekać. Sam widok z góry – wspaniały ale nie mogło być przecież inaczej.

Co Teplickie Skaly mają do zaoferowania? Jak to powiedział jeden z moich towarzyszy – „kupę kamieni”. To prawda. Prócz ogromnych kamorów i skał przypominające różne kształty czy to zwierzęta czy zjawiska pogodowe i kilku ciemnych grot, nic tam nie ma. Mimo wszystko ścieżka prowadząca przez lasy i wąskie wąwozy jest niezwykle malownicza. Nie sposób więc narzekać na widoki czy samo miejsce. Można pospierać się co do interpretacji kształtu kamieni no ale cóż. Nie każdy ma bujną wyobraźnię.  Wędrówka trwa nieco ponad trzy godzinki, więc dreptania jest sporo ale bez przesady. W mojej ocenie w sam raz by trochę się poruszać i pooddychać świeżym powietrzem.

Skalne Miasto

Ciekawa historia – idąc już z powrotem spotkałem całą „pielgrzymkę” z mojej miejscowości. To może tak na potwierdzenie tezy, że „Świat jest globalną wioską.”

Po Skalnym Mieście nie było już tak różowo. Znowu nie popisaliśmy się znajomością drogi i nadłożyliśmy dodatkowe 50 km objeżdżając dookoła cały teren. Mimo wszystko nie żałuję, trasa nie była nudna a jeżdżenia nigdy za wiele. Nie brakowało ostrych zakrętów czyli tego, co motocykliści lubią najbardziej. Nie będę się tutaj spierać kto zawinił, czy znowu ta cholerna nawigacja czy czynnik ludzki. Najważniejsze, że koniec końców dotarliśmy na zamek.

Pierwszy szok – parking na zamku to koszt 30 złotych. Pozostawię to jednak bez komentarza. Na szczęście tuż obok bramy zamkowej, można zaparkować na łące. Wjazd – 5 PLN-ów za motór, dycha za puszkę.

Zwiedzając zamek można się solidnie zdziwić. Przepych miesza się dawką surowego betonu. Niestety większość wspaniałych ozdób i ornamentów zniszczyła wojna, część udało się odrestaurować czy zastąpić czymś innym. Historia zamku sama w sobie jest bardzo ciekawa, warto więc się pofatygować i się z nią zapoznać. Jeśli ktoś wybiera się szukać wspomnianego w tytule Złotego Pociągu to Książ jest obowiązkowym punktem wycieczki.

Mieliśmy ogromne szczęście, gdyż trafiliśmy na świetnego przewodnika, który nie przynudzał. Niestety wobec nadłożonej drogi dotarliśmy tam stosunkowo późno (wycieczka rozpoczęła się o 17) więc nie zdążyliśmy już wejść na wieżę i zobaczyć palmiarni. Spotkaliśmy jednak ostatniego rycerza na zamku, który proponował… piórem wypisane dyplomy i plastikowe hełmy. Znak czasów. Rycerz znudzenie miał wypisane na twarzy, nie wiadomo czy to przez sobotni wieczór czy poprzez zadumę nad ucztami które go ominęły.

Zamek Książ
Zamek Książ

Samo zwiedzanie – myślę warte tych 35 złociszy. Opowieści o bogactwie Hochbergów, księżnej Daisy i jej synu, który „zaliczył” swoją macochę – świetna sprawa. Przy okazji – nieopodal Książa mieszczą się ruiny innego zamku (Stary Książ). Tam też można podejść/podjechać jeśli tylko wystarczy czasu (nam niestety zabrakło).

Trasę jak najbardziej polecam i sam zaliczam do udanych. Może jeszcze mała wskazówka gastronomiczna dla podróżnych – po zwiedzaniu nie stołowaliśmy się w Wałbrzychu a w Świdnicy, w pizzerii Ramona. Świetne żarło. Warto tam zajrzeć i dobrze zjeść.