Pielgrzymka motocyklistów na górę św. Anny

Motocykliści też potrafią się modlić! Dziwne? A jednak! Rok rocznie potwierdza to frekwencja w grocie lurdzkiej na Górze Świętej Anny. Nie inaczej było i tym razem.

Góra św. Anny to dla mnie nieodłączny element sezonu motocyklowego. Od kiedy posiadam prawo jazdy jeszcze nie zdarzyło mi się odpuścić dorocznej pielgrzymki, która zwykle odbywa się w pierwszą niedzielę sierpnia. W tym roku wyjątkowo dopisała również pogoda co dodatkowo nakręciło podniosłą atmosferę.

Tysiące motocyklistów z najdalszych zakątków Polski ale i z krajów sąsiednich przybyło w niedzielę by tradycyjnie oddać cześć „Babci” Pana Jezusa. Grota wypełniła się po brzegi motocyklami a i cały teren wokół bazyliki był obstawiony przez maszyny wszelkiej maści.

Wraz z Pat przybyliśmy godzinę przed rozpoczęciem nabożeństwa. Miejscowość została oczywiście opanowana przez motocyklową brać co poskutkowało problemami z znalezieniem miejsca parkingowego. Gdy już zaparkowaliśmy i udaliśmy się w stronę stoiska z koszulkami i blachami tradycyjnie okazało się, że zostały wykupione. Nici z nowej koszulki! – pomyślałem. Ale przecież za rok znowu będzie okazja by coś kupić.

Wróciliśmy więc do groty, zrobiliśmy rundkę i pooglądaliśmy czym się to teraz jeździ. A było co podziwiać. Od odpicowanych starych Komarów poprzez trajki, Harleye i najzwyklejsze w świecie plastiki i skutery. Mój wzrok zatrzymał się jednak na pięknym czarnym Indianie. Wspaniała maszyna. Widać zresztą na zdjęciu (poniżej).

www.dziennikimotocyklowe.net
www.dziennikimotocyklowe.net

Po zachwytach przyszedł jednak czas na skupienie. Msza rozpoczęła się od długiego powitania i artystycznych śpiewów. Później była już tradycyjna modlitwa powszechna odmówiona przez przedstawicieli motocyklistów oraz organizacji na które została przeznaczone kolekta. Najbardziej wyczekiwanym momentem jest chyba Podniesienie i Boże Błogosławieństwo, kiedy to odpowiednio najpierw rozbrzmiewają klaksony a później ryk silników i…co popadnie. Nie zabrakło również przydługich podziękowań i żartu z strony Biskupa.

Może dwa słowa o samej pielgrzymce i organizacji. Cel oczywiście szczytny bo zbierane pieniążki są przeznaczane m.in. na potrzebujące dzieci. Miejsce – jak najbardziej odpowiednie, bo chyba najbardziej znane opolskie sanktuarium. Biskup, podniosła atmosfera – wszystko na plus. Ale… No właśnie! Przy wyjeździe z parkingu z Domu Pielgrzyma podjechaliśmy od tyłu do wejścia groty by Yadzia została pokropiona. Nie omieszkam wspomnieć, że czekaliśmy jedynie 45 minut by zobaczyć ojca z kropidłem a ten w końcu nas nie pokropił bo…zabrakło mu wody. Wszystko przez kierowców puszek, którzy mimo apelów postanowili zaparkować przy murze i z sukcesem zablokowali przejazd. Panowie i Panie – dziękujemy. Drugi minus – zachowanie na drodze. Jeśli (nawet przypadkowo) jedziemy w kolumnie to trzeba się odpowiednio ustawić. Służy to przede wszystkim bezpieczeństwu. Pamiętajcie o tym (apel zwłaszcza do młodszych motórzystów) ale najpierw wygooglujcie sobie to (może kiedyś o tym napiszę) – wyjdzie wam tylko na zdrowie.

Więcej grzechów nie pamiętam…tzn. nie zauważyłem. Pozostaje mi jedynie zachęcić wszystkich by w przyszłym roku wzięli udział w afterparty w Strzelcach Opolskich, gdzie m.in. można oddać krew. Właśnie poprzez akcje typu „Motoserce” pokazujemy kim jesteśmy oraz że jako grupa, społeczność – zwał jak zwał – możemy naprawdę wiele a przede wszystkim możemy pomóc i czynić dużo dobrego.

Koniec końców to przecież (nie zawsze) jazda, motocykl i  imprezowanie są najważniejsze a dobre uczynki są zawsze w cenie, zwłaszcza u Tego na górze.