Navroad Moto2 – opinia

Przed sezonem szukając suflera do tras motocyklowych natknąłem się na wydawałoby się solidną alternatywę Tom Tom Rider. Wydawałoby się. O nawigacji motocyklowej która dostarczyła mi wielu siwych włosów.

Nawigację użytkuję już od ponad pół roku więc poczułem powinność by przestrzec innych przed tym badziewem. Napis „the joy of ride” jest bowiem niewspółmiernym z tym całym „g**nem” które was czeka. Zacznijmy jednak od początku.

Po przeanalizowaniu dostępnych na rynku nawigacji dla motorzystów i wobec braku innych poważnych alternatyw stwierdziłem, że postawię na Navroad Moto2. Wszystko wyglądało obiecująco, począwszy od parametrów a skończywszy na cenie. Pomyślałem, że nawet jak wystarczy na jeden sezon to przecież i tak nie stracę.

Nawigację zakupiłem poprzez sklep Karen.pl a cała zabawa kosztowała mnie 790 złociszy (z wysyłką). Niestety nie dołączono karty SD więc doliczamy kolejne 15 PLN-ów i drogę do sklepu. Montaż banalnie prosty. Wykonanie solidne, chociaż po przeczytaniu na jednym z for, że przy ostrym słońcu nawigacja się dosłownie stopiła można i co do tego mieć wątpliwości.

Navroad Moto2 posiada jedną dużą zaletę – jest odblokowany, więc bez problemu wgramy na niego AutoMapę czy inne szmery bajery. Urządzenie fabrycznie nowe jest wyposażone w darmową OpenMap lecz przyznam szczerze, że wygląda to tak biednie, że aż strach z tego korzystać. Wybór padł więc na chyba najbardziej piracony system w Europie – AutoMapę.

Warto również pamiętać, że urządzenie trzeba podpiąć pod akumulator tak by nam nie padło podczas jazdy. Producent daje pełne pole do popisu i z podłączeniem kabli trzeba kombinować samemu. Mała wskazówka – jeśli sami lutujecie i podłączacie, nie zapomnijcie puścić wszystkiego przez bezpiecznik.

Wróćmy jednak do sedna sprawy. Pierwszy poważny test przyszedł w maju, podczas wycieczki do Austrii. Wszystko szło zgodnie z planem dopóki nie zatrzymaliśmy się i nie wyłączyłem nawigacji. Po ponownym uruchomieniu za cholerę nie chciała złapać sygnału i wczytać trasy. W efekcie przejechałem jakieś 50 km „na czuja” po czym nie wytrzymałem, zjechałem i kombinowałem tak długo aż złapała. Pomogło resetowanie GPS.

Drugi raz navi zalazła mi za skórę gdy latałem po Czechach z Pat. Po prostu się zawiesiła i nieświadomy niczego nabiłem kilka dodatkowych kilometrów.

Będąc ciekawym czy problemy z urządzeniem dotyczą tylko motocykla zamontowałem ją w aucie podczas podróży do Niemiec, do Monachium. 6 godzin bez laga, postój i dupa blada. Wyłączyłem nawigację i później znowu potrzebowała czasu i resetowania by znaleźć drogę.

Niestety nie jestem w stanie ocenić, czy wieszanie się i utrata sygnału GPS jest związana z urządzeniem czy w moim przypadku z AutoMapą. Jestem skłonny stwierdzić, że problemy z odnalezieniem trasy to wina właśnie AM (na innej nawigacji także się pojawiły).

Faktem jednak jest, że Navroadowi zdarza się wieszać. Zdziwiłem się także po podróży w deszczu. Następnego dnia śruba mocowania była bowiem pokryta rdzą (ktoś zaoszczędził na materiale). Nie korzystam z słuchawki i radia podczas jazdy ale słyszałem, że pojawiają się problemy z parowaniem urządzeń przez bluetooth.

Sama obsługa urządzenia nie sprawia większych kłopotów nawet bez rysika. 3,5 calowy ekran w zupełności wystarcza do podróży motocyklem – droga jest dobrze widoczna nawet w słońcu, można jechać więc nawet bez słuchawki w uchu.

Kolejny plus to uchwyt do auta. Jeśli ktoś nie chce wydawać podwójnie kasy to może to coś dla niego.

Reasumując – Navroad lubi tracić sygnał i się zacinać a zyskuje na rzeczach mniej ważnych. Mimo wszystko nie jest najgorzej. Przy kupnie warto być jednak świadomym, że czasem przyjdzie nam się po prostu wkurw*ć.