Motocyklem we dwójkę – o czym powinien pamiętać kierowca i pasażer

Jazda motocyklem w dwójkę niewątpliwie może połączyć dwie osoby, dostarczyć emocji a przede wszystkim  wspomnień. Czy będą one dobre czy wręcz przeciwnie zależy jednak tylko od zainteresowanych.

Może nie jestem żadnym ekspertem a już na pewno nie autorytetem (to raczej na pewno mi nie grozi) ale swoje już przeżyłem i przede wszystkim przewiozłem. Więc apeluję do kierowców i plecaczków – jeśli nie chcecie sobie nawzajem spierdolić przejażdżki – warto zagłębić się w ten jakże obszerny tekst (sarkazm zamierzony). Od tego momentu będę się więc zwracać bezpośrednio do jednych i drugich. Tyle tytułem wstępu a więc do rzeczy.

Muszę zacząć od tego, że pasażer czy pasażerka na motocykl musi bezwzględnie wsiąść z własnej woli, która jest efektem ciekawości czy chęci poznania zupełnie nowego świata. Dosłownie zesrany ze strachu plecaczek oznacza tylko kłopoty. Dlatego jeśli pasażer nie chce jechać – jako kierowca nie zmuszaj. Jako plecaczek masz cykora? Nie wsiadaj a jeśli już dasz się namówić, to bądź przygotowana /przygotowany.

Przed startem prowadzący pojazd powinien roztoczyć piękną wizję świata motocykli przed pasażerem i wprowadzić go w tajniki jazdy. Jeśli tego nie robisz jesteś ignorantem i plecaczek powinien zlać Cię pasem, bo narażasz was oboje. Czasem lepiej powiedzieć za dużo niż za mało – od tego może zależeć twoje życie!

Pierwszym krokiem w dobrym kierunku jest przedstawienie dekalogu. Bynajmniej nie mam na myśli tu przykazań kościelnych, nie. Chodzi o te dla moto-maniaków. Żeby było sprawiedliwie po 5 dla kierowcy i pasażera.

motocyklem we dwójkę

 

Tytułem uzupełnienia:

Do kierowcy:

Człowiek który nigdy nie siedział na motocyklu podejdzie do swojego pierwszego razu z należytym respektem i to niezależnie od wielkości i mocy motóra. Nim jednak ruszysz z miejsca porozmawiaj z plecaczkiem o czekającej was trasie, powiedz co i jak na zakrętach, przy hamowaniu. Pozostając w temacie rozmowy – ustalcie znaki dotyczące planowanego przyśpieszenia, tak by plecaczek nie był zaskoczony i przypadkowo nie spadł z motocykla.

Dlaczego tylko 160 km/h? Już wyjaśniam. Jazda motocyklem obciąża mięśnie szyi. Weź poprawkę na to, że pasażerka nie jest przyzwyczajona do takich obciążeń. Im szybciej jedziesz, tym większe ruchy powietrza za kaskiem i większe obciążenie a w konsekwencji ból. Pamiętaj o tym, że nie tylko szyja ale w końcu i dupa zaczyna boleć.  Skoro o bólu najdroższych czterech liter mowa – jeśli jest taka możliwość, ostrzegaj przed dziurami.

Przerwy! Im częściej tym lepiej, zwłaszcza na początku. Dodatkowo podczas postoju zachęć swoją towarzyszkę bądź towarzysza do kilku ćwiczeń rozluźniających, pogadajcie, wymieńcie się wrażeniami z jazdy tak by zachować zainteresowanie i podtrzymać przyjemność płynącą z wspólnej podróży.

I na koniec coś dotyczącego samej jazdy – delikatnie, płynnie przerzucaj biega, przyśpieszaj i hamuj. Staraj się unikać ekstremalnego przechylania się na zakrętach i wyprzedzania w tak bliskiej odległości, że między tobą a wyprzedzanym pojazdem nie znalazłoby się miejsce nawet na jajo komara. Jest to kompletnie niepotrzebne i na pewno raczej zniechęca aniżeli zachęca do jazdy z tobą.

Do plecaczka:

Podkreślę to jeszcze raz, na motocykl wsiadaj tylko odpowiednio ubrana / ubrany. Im więcej ochraniaczy tym lepiej. Mam nadzieję, że włożenie kasku jest tak oczywistą sprawą, że nie muszę tego rozwijać. Co do ostrych przedmiotów. Jeśli (uchowaj Boże) zdarzy się, że zaliczycie bliskie spotkanie z asfaltem, mając w kieszeni coś ostrego np. śrubokręt, może on wbić się w tętnicę i zakończyć twój żywot. Telefon, klucze itp. – wszystko pakuj do sakwy, tam jest ich miejsce.

Z bardziej przyjemnych rzeczy – nie spinaj się. Przynajmniej nie aż tak bardzo. Powoduje to dodatkowe zmęczenie a na dłuższą metę zakwasy. Siedź w wyprostowanej pozycji – pomaga to unikać uderzeń kask o kask (np. przy hamowaniu), które mówiąc delikatnie wkurwiają kierowcę.

Jeśli chodzi o pozycję na motocyklu – musisz bezwzględnie być w linii z kierującym. Pomaga przy tym kontakt fizyczny. Linia musi być zachowana zwłaszcza przy sporym nachyleniu. Dlatego nigdy, przenigdy, choćby się srało i paliło nie panikuj i nie przechylaj się w przeciwnym kierunku. Kierujący musi bowiem wtedy bowiem reagować i przechylić jeszcze bardziej motocykl.

Nie wykonuj gwałtownych ruchów, trzymaj się blisko kierowcy. Jadąc motocyklem bez oparcia, nie odchylaj się za bardzo do tyłu – ułatwia to podróżowanie i panowanie nad maszyną.

Na światłach musisz być zawsze przygotowany/na i skoncentrowany/na – obserwuj to co dzieje się wokół ciebie. Nie opuszczaj nóg z podnóżek podczas stopów i jazdy dla własnego bezpieczeństwa oraz lepszego prowadzenia się motocykla.

Dobra, wystarczy tych świetnych porad. Jeśli dotrwałeś/łaś do końca i to czytasz – wypada mi tylko pogratulować i zapewnić, że jesteś gotowy/wa do jazdy motocyklem. Ignorantom i cwaniakom, myślącym, że powyższe złote myśli są kompletnie wyssane z palca życzę powodzenia. Mam nadzieję, że nie wrócicie do nich dopiero po tym jak się coś stanie.

LWG!