Jesienią po Polsce czyli Ogrodzieniec i Birów

Ogrodzieniec raz po raz przewijał się przez listę miejsc do zdobycia. W końcu został zaliczony a i przy okazji wdrapaliśmy się na górę Birów. Warto pojechać czy wystarczy Google Street View? Jak zawsze subiektywna ocena.

Zacznijmy od początku. W zasadzie plan był taki, że jedziemy w okolice Ojcowskiego Parku Narodowego. Jednak z uwagi na nasze lenistwo skróciliśmy trasę jeszcze przed wyjazdem i wraz z Pat postanowiliśmy zaliczyć zamek w Ogrodzieńcu i gród na górze Birów.

Trasa zapowiadała się na przyjemną. Wyjechaliśmy przed południem i po niespełna dwóch godzinach już byliśmy na miejscu. Muszę się jednak przyznać – zdradziłem swoje ideały i pojechaliśmy autostradą (żeby było szybciej). Oczywiście wyszło to nam bokiem, bo w Sosnowcu jakiś idiota nie zrozumiał istoty działania kierunkowskazu i prawie skasował mnie na 3-pasmowej drodze. No ale cóż. Na głupotę nie ma rady.

Po zjechaniu na krajowe drogi, podróż przebiegała już znacznie spokojniej. Na kilka kilometrów przed Ogrodzieńcem natknęliśmy się na mały parking na zakręcie. Jako, że znajduje się on na szczycie górki warto się zatrzymać choćby na 5 minut dla samego widoku.

Na drogi nie będę narzekać bo wszyscy wiemy jakie są. Nie było źle ale oczywiście mogło być lepiej. Generalnie tylko momentami trzeba uważać na wyrwy, dziury i inne zjawiska pogodowe.

Wjeżdżając do miejscowości Podzamcze (tam znajduje się zamek) praktycznie za znakiem ludzie już machają i zapraszają do zaparkowania na ich parkingu. Jeśli nie chcecie zaginać kilku dodatkowych kilometrów jedźcie po prostu dalej. Na dole, przed górką na której znajduje się zamek można spokojnie zaparkować nawet w weekend. Koszt dla motocykla – 3 złocisze (cały dzień).

Przeglądając przewodnik turystyczny i patrząc na zdjęcia można śmiało powiedzieć o zamku – ch*j dupa i kamieni kupa. Wokół ruin znajduje się jednak moc atrakcji – dom strachu (chyba dla małych dzieci), park miniatur, tor saneczkowy i inne nikomu nie potrzebne pierdoły, stragany – no czego dusza tylko pragnie.

www.dziennikimotocyklowe.net
Zamek Ogrodzieniec

Sam zamek… robi wrażenie zwłaszcza sposób w jaki go zbudowano. Cóż jednak z tego. Prócz niezliczonej ilości schodów, kilku może kilkudziesięciu eksponatów i ładnego widoku bądźmy szczerzy, że niewiele ma do zaoferowania. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje ale w dobie interaktywnych muzeów można i trzeba wymagać więcej.

Z kolei góra Birów i gród na niej się znajdujący to to przykład jak kłamią zdjęcia w przewodnikach. Wydawało się, że naprawdę warto dopłacić te kilka złotych do biletu wstępu na zamek by i przy okazji zaliczyć położoną nieopodal górę.

dziennikimotocyklowe.net
Gród na Górze Birów

Po 20-minutowej wędrówce z zamku naszym oczom ukazały się znów schody. Dużo ich, naprawdę dużo. Wdrapaliśmy się na górę i co? Palisada, chatka trzy wieżyczki i tyle. Znowu parę eksponatów, parę fotek w sumie nic specjalnego. No chyba, że liczyć amatorów wspinaczki wdrapujących się na skały których akurat na jurze nie brakuje.

Koniec końców czy warto pojechać czy też nie decyduje to czego się oczekuje. Jeśli ktoś chce wyskoczyć na krótko z domu, odchamić się i cieszyć się fajnymi widokami oczywiście polecam. Kto oczekuje czegoś więcej może srodze się zawieść. Samą wycieczkę uważam jednak za udaną właśnie z tego pierwszego powodu.