Jak przygotować moto do sezonu – praktyczne rady

Co prawda niektórzy sezonu nawet nie kończyli ale jest pewnie spora grupa takich osobników jak ja, czekających aż termometr wskaże 10 stopni i będzie można w końcu odkurzyć maszynę. Tak czy owak, jedni i drudzy powinni przeczytać kolejny już z serii zajebistych poradników.

Czas najwyższy odejść od komputera, allegro i olx-ów i przestać szukać akcesoriów i części. Wiosna za oknem, trzeba zabrać się za moto a może przy okazji i za siebie?

Mycie

Na początek oczywiście czyszczenie – z motocykla należy wypłukać brud i resztki soli, którą są sypane drogi. Najlepiej użyć do tego sporej ilości ciepłej wody oraz gąbki – ale to chyba logiczne. Przy czyszczeniu trzeba zwrócić uwagę na ukryte względnie trudno dostępne miejsca. W miarę możliwości dobrze jest też ściągnąć zbiornik paliwa i siedzenie. Nie zapominajmy o felgach. Na koniec płuczemy sporą ilością czystej wody.

Uwaga! (Chyba już o tym pisałem, ale przypomnę raz jeszcze) Myjąc moto pod ciśnieniem należy w szczególności uważać na elektrykę, lakier oraz łożyska. Jak się woda dostanie do środka albo odleci lakier nie tylko spieprzymy sobie humor ale bardzo możliwe, że i motocykl.

Hamulce i linki

Co dalej? Podstawowa kontrola rzeczy związanych z bezpieczeństwem czyli – poziom płynu hamulcowego. Jeśli nie ma nic lub poziom leży poniżej minimum – zła wiadomość, trzeba jechać do warsztatu. Jeśli jednak wszystko gra i buczy sprawdzamy hamulce – czy odbijają czy nie. Jak hamulce to i klocki – 2 mm okładziny hamulcowej to minimum. Zostają nam linki, które testujemy na jałowym biegu (dla niekumatych na tzw. luzie). Przy okazji w myśl zasady kto nie smaruje ten nie jedzie – warto je przesmarować.

Koła

Dalej koła – kręcimy ręką, jeśli nic nie trze, nie hamuje przechodzimy do oględzin opony. 1,6 mm bieżnika to minimum. Jeśli w kole nie było powietrza albo znacząco go ubyło, szukamy ciał obcych, które później oczywiście wyciągamy. Następne w kolejce jest zawieszenie. Na zaciśniętym przednim hamulcu, dociskamy do dołu i odciągamy do siebie. Jeśli zauważamy tzw. dobijanie, oznacza to mniej więcej tyle, że czeka nas wymiana lub regeneracja. W przeciwnym razie moto będzie prowadzić się niestabilnie. Przy lagach nie powinno być także żadnych wycieków oleju. Jeśli się pojawią czeka nas wizyta w warsztacie. Motocykliści którzy niezbyt często wyciągają swoją maszynę z garażu powinni raz w roku wymienić olej właśnie we wspomnianych lagach (tak przynajmniej mówią eksperci).

Elektryka

Sprawdzenie elektryki w gruncie rzeczy ogranicza się do optycznej kontroli widocznych kabli i gniazdek. Jeśli pojawi się zielony nalot, mamy do czynienia z utlenianiem – nalot usuwamy lub wymieniamy styki. Warto również wyczyścić elektrody akumulatora.

Łańcuch, kardan, filtry i olej

Schodzimy niżej do łańcucha. Jeśli ząbki na zębatce są zaokrąglone jest ona do wymiany. Oczywiście bez smarowania się nie obejdzie. W przypadku gdy łańcuch jest solidnie upaprany można przeczyścić go przy pomocy ropy i pędzla. W dalszej kolejności sprawdzamy naciąg łańcucha – luz nie powinien przekraczać wysokości dwóch palców. W przypadku kardanów sprawdzamy stan oleju oraz dokładnie przypatrujemy się, czy nie ma żadnych wycieków. Odważni mogą wymienić również świece, olej a także filtry oleju i powietrza.

Na koniec to co lubimy najbardziej czyli optyka. Tutaj pewnie każdy ma swoje metody dbania o swoje bejbe więc nie będę za bardzo się rozpisywać. Może tyle, że woskowanie jest jakbnajbardziej wskazane. Wosk nie powinien się jednak znaleźć na tarczach hamulcowych.

Przed startem kontrolujemy ciśnienie w oponach i wyruszamy na zaufaną stację benzynową, gdzie uzupełniamy zbiornik świeżutką benzyną. Pamiętajmy, by nie szaleć na pierwszych kilometrach i stopniowo przyzwyczajać się do jazdy na dwóch kółkach. Jeśli wykonamy te wszystkie czynność (a sporo tego) możemy być spokojni o nasze przygotowanie do sezonu.