Dlaczego warto sprawdzić motocykl przed sezonem?

Czyli studium własnego (głupiego) przypadku.

Na pewno nie raz nie dwa zdarzyło się wam, że koncertowo coś zjeb***cie. Nie ma innej opcji. Każdemu się zdarza. Najgorsze są jednak sytuacje, gdzie ewidentnie wina leży po naszej stronie. Tak było ze mną.

Wyobraźcie sobie, wpadłem na genialny pomysł, żeby kupić motocykl w marcu. Co za tym idzie, na stację kontroli również w tym marcu albo na początku kwietnia trzeba było jechać. No i wszystko było ok, zawsze dbałem przed sezonem, żeby moto było przygotowane. Zawsze do mechanika, zgodnie z książką. W tym roku nie wiem co mnie napadło. Po prostu wysrałem się na to. Miałem wyje***e. Głupi myślałem, że może mi to ujść na sucho ale jak to zwykle bywa w takich sytuacjach – oczywiście nie uszło.

Dlaczego o tym wspominam? Widzimy, że pogoda nas w tym roku nie rozpieszcza. To co się dzieje zakrawa na jakąś perfidną zemstę natury, za trucie przyrody albo wszystkie inne grzechy ludzkości. Nie było więc poza kilkoma wyjątkami możliwości by tak na dobre rozpocząć sezon, przed tą cholerną wizytą na stacji kontroli pojazdów.

W końcu niejako przymuszony terminem zebrałem się, wyciągnąłem Yadwigę z garażu, wyczyściłem, podładowałem akumulator, odpaliłem. I na całe szczęście pomyślałem: „niech się silnik rozgrzeje a ja w tym czasie wskoczę w ciuszki”. Nie od dziś wiadomo, że głupi ma zawsze szczęście.

Poszedłem do domu, ubrałem się, wracam. Patrzę. Przecieram oczy a tu kałuża benzyny pod motocyklem. Obrzygane cylindry. Śmierdzi niesamowicie. Bóg jeden wie, co by się mogło stać, gdybym głupi pojechał na to badanie techniczne a w drodze by mi się motocykl zapalił. Na dodatek z własnej głupoty. No włos dęba staje na samą myśl o tym! Tym bardziej, że już wcześniej śmierdziało paliwem w garażu jak wracałem z trasy. No ale człowiek głupi myślał, że to nie motor, no bo przecież jak? Mechanik sprawdził? Sprawdził. Problem, że niekoniecznie usterka już wtedy była zauważalna.

Historia ma oczywiście ciąg dalszy. Zadzwoniłem załamany po lawetę. Zabrali mi Yadwigę. Sąsiadka zdążyła puścić plotkę, że moto sprzedałem a tu telefon, że Yamaha ma akcję przywoławczą i za naprawę nie przyjdzie mi zapłacić. Później okazało się, że usterka listwy wtrysku to problem występujący dosyć często. Co ciekawe, panowie mechanicy powiedzieli mi jednak, że nie spotkali się dotąd z takim przypadkiem jak mój. „Były nieszczelności ale nigdy się tak nie lało z motocykla” – i znowu, głupi ma zawsze szczęście.

Za usterkę jak już wspomniałem nie zapłaciłem ale za to za lawetę, więc zabawa nie należała do tanich. A wszystko dlatego, że nie chciało mi się sprawdzić, zadbać o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo Pat czyli mojego plecaczka.

Dlatego też jeśli nie sprawdziliście swojego moto przed sezonem, warto to jeszcze zrobić. Jeśli nie z poczucia obowiązku to przynajmniej z przyczyn finansowych. Jak się zawczasu nie naprawi to później przeważnie się spier***li kilka rzeczy na raz. A i można spierd**ć sobie zdrowie i życie. Z drugiej strony warto wiedzieć o wspomnianej akcji przywoławczej. Może moto uda się zrobić nawet za friko? Kto wie?