A Czechy dalej rozkopane (Opole – Broumov)

Miało być czeskie Skalne Miasto a ostatecznie stanęło na klasztorze i starówce w Broumov. Wyjazdy do Czech po ostatnich wyprawach pretendują do miana niezwykle pechowych. Podobnie jak w przypadku trasy do Bouzov, niedzielny wypad zepsuli…drogowcy i zamknięte drogi.

Tym razem nie ryzykowałem, trasę wcześniej dokładnie przestudiowałem, wklepałem adres do nawigacji i wraz z Pat wyruszyliśmy w niedzielne popołudnie na podbój Skalnego Miasta w Teplicach nad Metują. Pogoda – wymarzona, raz po raz pojedyncza chmurka przemknęła nad nami. Było ciepło ale nie gorąco. Idealnie. Nawet ruch na drodze był w miarę znośny jak na niedzielne popołudnie.

Objechaliśmy więc obwodnicą Opole, pomknęliśmy w stronę Niemodlina a później Nysy. Nie zabraliśmy zbyt wielu rzeczy, zrezygnowaliśmy nawet z podpinek przeciwdeszczowych w kurtkach. Miał to być szybki, lekki i mało męczący wyjazd.

Pogoda sprzyjała podziwianiu okolicy. Tym którym droga z Opola do Kłodzka nie jest obca, nie muszę przypominać, że w pogodny dzień na horyzoncie rysują się góry i malownicze widoki.

W Nysie natrafiliśmy na pierwszy objazd – rozwalone tory, tuż po wjeździe do miasta. Nie stanowił on jednak zbytnio problemu, udało się szybko wrócić na główną drogę i kontynuować jazdę. Chwilę później byliśmy już w Kłodzku. Objechaliśmy centrum by później skręcić obok centrum handlowego w prawo w kierunku Wałbrzycha (droga nr 381).

Później przemknęliśmy przez Bierkowice by w Święcku skręcić w lewo na drogę 386. Zaraz przy skrzyżowaniu na chwilę przystanęliśmy żeby rozprostować nogi i się czegoś napić. Za Ścinawką Górną skręciliśmy w lewo i kilka kilometrów za miejscowością Tłumaczów przekroczyliśmy granicę. Zanim dojechaliśmy do Broumov, minęliśmy jeszcze kilka wiosek.

Samo miasteczko nie było celem naszej wyprawy (o czym zaraz napiszę) jednak przy okazji szukania informacji o Skalnym Mieście natknąłem się na wzmiankę o tym, że właśnie w tej mieścinie warto zobaczyć zabytkowy klasztor ale do tego tematu jeszcze wrócę.

Przejechaliśmy więc przez Broumov i trasa tak naprawdę była na ostatniej prostej. Przynajmniej tak myśleliśmy. Nic bardziej mylnego. Pierwszy znak na Teplice i co? Przekreślona nazwa. Cóż by innego chciało by się rzec. Popędziliśmy więc prosto, zgodnie z objazdem (droga 303). Drugi skręt w prawo na Teplice – załamka. Znowu przekreślona nazwa ale kim byłbym gdybym nie spróbował, mając w pamięci jazdę na zakazie podczas ostatniej trasy. Dojechaliśmy więc jak daleko tylko się dało po czym gdy nawigacja wskazywała 5 km do celu musieliśmy zawrócić, gdyż nie dało się przejechać. W miejscowości Police nad Metują (jak się później okazało) znów źle skręciliśmy i wjechaliśmy na jakąś górę. Pani pobierająca opłaty za parking bardzo się zdziwiła, gdy zapytałem o Skalne Miasto. Nie byliśmy jednak jedynymi frajerami, którzy pomylili drogę. Tuż po nas na górze zameldowało się dwóch innych braci na motorach, którzy pytali o drogę. Na odpowiedź, że wjechali na darmo na sam szczyt stwierdzili, że wracają do domu i po drodze kupią sobie jakieś piwo. Z Pat statecznie stwierdziliśmy, że wracamy do Broumov bo nie zdążymy dojechać do Teplic przed zamknięciem kas (czynne do 18.00). Zjechaliśmy więc w dół i zawróciliśmy z powrotem.

Podczas jazdy w lusterku z niepokojem obserwowałem zaciągające się ciemne chmury. Mimo to jakoś nie wierzyłem, że zmokniemy więc nie śpieszyłem się, ciesząc się jazdą i promieniami słońca opierającymi się o moją kurtkę.

W Broumov motór zostawiliśmy przy głównej drodze, na parkingu nieopodal kościoła do którego przy okazji weszliśmy. W środku było dwoje ludzi, którzy nerwowo krzątali się obok wystawionych obrazów. Kobieta powitała nas po polsku i zaczęła z nami rozmawiać. Chyba myślała, że przyjechaliśmy obejrzeć wystawę, którą przygotowywała wraz z kolegą i zaprosiła nas na wernisaż, który miał się rozpocząć już za godzinę. Poprowadzić miał go znany fotograf lecz z Pat okazaliśmy się kompletnymi ignorantami i nie wiedzieliśmy o kogo chodzi. Bez wdawania się w rozmowę, powiedziałem „my przyszliśmy się tylko pomodlić”. Pani uśmiechnęła się pod nosem, powiedziała „rozumiem”, obróciła się na pięcie i wróciła do swoich zajęć.

www.dziennikimotocyklowe.net
www.dziennikimotocyklowe.net

Wnętrze barokowej budowli robiło wrażenie. Zwłaszcza ścienne malowidła i ołtarz. Pomodliliśmy się, wychodząc obejrzeliśmy obrazy i udaliśmy się w stronę starówki. W samym centrum duży plac obstawiony samochodami z kolumną w samym jego środku. Nie zabrakło również Polaków stołujących się w restauracjach, popijających zimne browce i zaczepiających kelnerki.

www.dziennikimotocyklowe.net
www.dziennikimotocyklowe.net

Pokręciliśmy się trochę wokół placu i poszliśmy w stronę klasztoru. Podobnie jak kościół budynek również robił ogromne wrażenie, tak jak i teren wokół niego. Żwawo obeszliśmy wszystko, pooglądaliśmy co było do obejrzenia i wróciliśmy do Yadzi, gdyż niebo coraz bardziej się zaciągało.

www.dziennikimotocyklowe.net
www.dziennikimotocyklowe.net

Przed startem wraz z Pat zjedliśmy po kawałku ciasta co (jak się później dowiedziałem) było dla niej jedynym highlightem tej wyprawy (trochę to smutne no ale cóż).

W miarę upływających kilometrów coraz mocniej odkręcałem manetkę. Mimo bolącej d*py mknęliśmy do przodu obawiając się nadchodzącej ulewy. Ostatecznie już przed Niemodlinem było pewnym, że czeka nas zimny prysznic.

Nadzieje, że szybko przemkniemy między jedną a drugą chmurą deszczu okazały się płonne. Od Niemodlina aż po sam garaż na przemian mżyło i lało. No ale cóż to za wycieczka bez deszczu.

Pat stwierdziła, że musimy przerwać „czarną czeską serię” i pozwiedzać trochę Polskę ale jak nas znam to pewnie i w kraju zmokniemy, zabłądzimy albo nie wiadomo co. Takie z nas d*py wołowe. (żarcik). Do Skalnego Miasta prędzej czy później i tak zawitamy.